
Spis treści
ToggleMój pierwszy triathlon odbył się w wyjątkowym miejscu – w Stężycy, która swoim klimatem i otoczeniem sprzyja sportowej rywalizacji. To malownicza miejscowość na Lubelszczyźnie, otoczoną zielenią, która idealnie nadaje się do organizacji zawodów wytrzymałościowych. To właśnie tutaj odbył się jedna z najbardziej rozpoznawalnych imprez w Polsce – Garmin Iron Triathlon w Stężycy, będąca częścią prestiżowego cyklu Garmin. Już sam fakt, że mogłem stanąć na liście startowej obok setek innych pasjonatów sportu, którzy przyjechali z różnych części kraju, wywoływał u mnie ogromne emocje i poczucie, że staję się częścią czegoś naprawdę wyjątkowego.
Dla wielu osób triathlon to sport wyczynowy, wymagający ogromnych nakładów pracy, dla innych – życiowa przygoda i sprawdzian wytrzymałości, który zostaje w pamięci na zawsze. Atmosfera zawodów sprawiła, że jeszcze przed sygnałem do startu czułem się częścią tej niesamowitej społeczności. Dla mnie był to przede wszystkim symboliczny moment wejścia do zupełnie nowego świata, w którym czekała mnie nie tylko rywalizacja, ale również nauka pokory, cierpliwości i przełamywanie własnych granic. Było to spotkanie ze sportem, który wymaga harmonii między ciałem a umysłem, a każdy etap – od pływania, przez rower, aż po bieg – uczy czegoś nowego o samym sobie.
Przygoda zaczęła się już na etapie rejestracji, kiedy trzeba było dopełnić formalności i opłacić opłatę startową. Odbierając swój pakiet startowy, poczułem, że wszystko staje się realne – od numeru startowego, przez chip pomiarowy, aż po szczegółowy regulamin zawodów. Każdy element miał znaczenie, bo regulamin określał nie tylko przebieg rywalizacji, ale też zasady bezpieczeństwa, jak np. że kask obowiązkowy na trasie rowerowej to absolutna podstawa.
Dzień przed startem pojawił się jednak dodatkowy stres – z jednego z kół zeszło mi trochę powietrza, a problem z zaworem w sprężarce sprawił, że nie mogłem od razu tego naprawić. To wywołało delikatną nerwowość, bo w triathlonie sprzęt to podstawa. Na szczęście na miejscu okazało się, że można było bez problemu dopompować koło i przygotować rower do zawodów. Ta sytuacja uświadomiła mi, że takie drobiazgi mogą zaskoczyć każdego, ale nie warto się nimi za bardzo przejmować – zawsze znajdzie się rozwiązanie.
W Stężycy zdecydowałem się na dystans 1/8 Ironmana. Dla debiutanta to świetne wyzwanie – wystarczająco trudne, by poczuć smak triathlonu, ale też osiągalne. Sam startowy stres był ogromny, szczególnie w momencie, gdy wszedłem do wody i rozpocząłem etap pływania.
Pierwsze 300 metrów pływacki odcinek był bardzo wymagający – trudno było złapać rytm i odpowiednie tempo. Jednak kiedy udało mi się ustabilizować oddech, zrozumiałem, że triathlon to nie tylko walka z innymi, ale także ze swoimi słabościami.
Po wyjściu z wody szybki dobieg do strefy zmian i moment przesiadki na rower. Ten etap dał mi ogromną frajdę – jazda po malowniczej trasie rowerowej była czystą przyjemnością. W ramach Garmin organizatorzy zadbali o świetne zabezpieczenie dróg, dzięki czemu można było w pełni skupić się na jeździe.
Po rowerze przyszedł czas na trasy biegowej. Tutaj emocje mieszały się z satysfakcją – wiedziałem, że meta jest coraz bliżej. To właśnie tam czekały mnie największe emocje, bo każdemu zawodnikowi wbiegającemu na linię mety towarzyszy poczucie spełnienia.
Start w Garmin Triathlon Tour Stężyca pokazał mi, jak wyjątkowe potrafią być tego typu imprezy Garmin. Organizatorzy zadbali o każdy detal, a atmosfera była niesamowita – kibice, wolontariusze i inni zawodnicy tworzyli klimat prawdziwej sportowej wspólnoty.
Dzięki temu zrozumiałem, że triathlonista to nie tylko ktoś, kto walczy o wynik – to człowiek, który celebruje drogę, cieszy się z każdego kilometra i docenia wsparcie bliskich.
Przekroczenie linii mety w Stężycy było dla mnie dowodem, że warto wierzyć w siebie i swoje możliwości. Choć to dopiero początek drogi, wiem, że triathlon to sport, w którym zakochałem się od pierwszego startu. Ten moment dał mi ogromną dawkę motywacji i pewności, że mogę sięgać po kolejne cele. Uświadomiłem sobie też, że siła nie tkwi wyłącznie w mięśniach, ale przede wszystkim w głowie i w umiejętności pokonywania własnych barier. To doświadczenie sprawiło, że patrzę z ekscytacją na kolejne wyzwania i wiem, że każdy następny start będzie nową lekcją i okazją do rozwoju.
To właśnie udział w jednej imprezie w Stężycy sprawił, że chcę iść dalej. Skład cyklu Garmin Triathlon Tour obejmuje różne lokalizacje i trzech dystansach, co daje możliwość sprawdzenia się w różnych warunkach. W przyszłości chciałbym wystartować także w innych miastach, by w pełni poczuć, czym jest cyklu Garmin Iron Triathlon.
Nie mam wątpliwości, że udział w takich zawodami hartuje ducha, uczy systematyczności i daje satysfakcję większą niż jakikolwiek inny sport.
Mój start nie byłby możliwy bez wsparcia innych. Dziękuję przyjaciołom, którzy pomogli mi sprzętowo – od pożyczonego roweru po odpowiedni sprzęt do biegania. Dzięki nim zrozumiałem, że nie zawsze trzeba mieć najdroższy ekwipunek czy podstawowy pakiet rozbudowany o dodatki – ważniejsza jest pasja i determinacja.
Szczególne podziękowania kieruję do Michała Górala, który wspierał mnie swoją wiedzą i doświadczeniem nie tylko podczas przygotowań na siłowni, ale również w dniu zawodów. Jego wskazówki dotyczące tempa, strategii i podejścia mentalnego okazały się bezcenne. To dzięki niemu łatwiej było mi odnaleźć spokój w trudnych momentach i cieszyć się każdym etapem rywalizacji

Polityka prywatności | Wdrożenie | Pozycjonowanie wizytówki Google