
Spis treści
TogglePo raz pierwszy w historii Lublin stał się areną Runmageddonu – kultowego biegu z przeszkodami, który od lat przyciąga śmiałków z całej Polski. W tym roku to właśnie tutaj, w naszym mieście, pojawiły się ściany, liny, wodne przeszkody, błoto i piach, a uczestnicy mogli zmierzyć się z tym legendarnym wyzwaniem.
Atmosfera była niesamowita – głośny doping kibiców, adrenalina unosząca się w powietrzu i widok setek osób gotowych stanąć na starcie. Pogoda tego dnia, w sobotę, była idealna do biegania – ciepło, słonecznie i bez deszczu, co tylko dodawało energii i sprzyjało walce na trasie.
Dla mnie to wydarzenie miało jednak szczególny wymiar – przygotowywałem do niego moich podopiecznych i od początku wiedziałem, że nie będę stać z boku. Chciałem być z nimi na trasie, od pierwszego do ostatniego metra.
Dzień zaczęliśmy od biegu z moją ekipą podopiecznych – ludźmi, z którymi na co dzień pracuję na treningach i których namówiłem na ten start 💪
Wspólnie stanęliśmy na linii, pokonaliśmy trasę i razem przekroczyliśmy metę – jako zgrany zespół, gotowy na błoto, przeszkody i dobrą zabawę.
Naszym wspólnym celem było jasne: razem startujemy, razem dobiegamy do mety.
Każdemu z osobna obiecałem, że pobiegniemy ramię w ramię i nikogo nie zostawię.
I tak właśnie się stało – wszyscy cali, zdrowi, z uśmiechami na twarzach i dumą w sercu 🔥
Dla większości mojej drużyny był to pierwszy Runmageddon w życiu. Tylko Karol miał wcześniejsze doświadczenie, a pozostali – Filip, Przemek, Grzesiek i Karolina – mierzyli się z przeszkodami po raz pierwszy.
Było gorąco, a trasa pomimo tego – była całkiem prosta, bez dużych górek, czy podbiegów.
Pojawiły się kolki, zmęczenie i momenty, w których ktoś chciałby usiąść i odetchnąć… ale wtedy przypominałem: „Biegniemy razem. Damy radę”.
Każda przeszkoda – wysoka ściana, lina, czołganie się w błocie – była dla debiutantów nowością. Moim zadaniem było nie tylko pomagać fizycznie, ale też tłumaczyć „na żywo”, jak je pokonać i dodawać odwagi w chwilach zwątpienia.
Emocje po pierwszym biegu jeszcze nie zdążyły opaść, a już czekało mnie kolejne wyzwanie.
Tym razem na starcie stanął mój młodszy brat, który debiutował w kategorii U16 🧡
Mimo że w ostatnich tygodniach przez wyjazdy nie miał zbyt wiele czasu na przygotowania, dał z siebie absolutnie wszystko. Ma ogromny potencjał i charakter, więc jestem pewien, że przed nami jeszcze wiele wspólnych treningów i startów.
Biegłem z nim obok przez całą trasę, tak jak wcześniej z moimi podopiecznymi – dopingując, wspierając i przeżywając każdą przeszkodę razem z nim.
Tak na marginesie – zrobiłem tego dnia dodatkowe 3 kilometry z plecakiem na plecach, biegnąc tuż obok niego, żeby mieć pewność, że dotrze do mety.
Odpowiedź jest prosta – przygotowanie i wsparcie.
Przez wiele tygodni przed startem trenowaliśmy siłę, wytrzymałość, sprawność i technikę pokonywania przeszkód.
Wiedziałem, że moi podopieczni mają kondycję i umiejętności, ale równie ważne było nastawienie psychiczne – świadomość, że w najtrudniejszym momencie obok jest ktoś, kto pomoże i zmotywuje.
Wspólne treningi zbudowały między nami zaufanie i poczucie, że na trasie możemy na siebie liczyć bez względu na okoliczności.
To właśnie ta drużynowa jedność i świadomość, że biegniesz ramię w ramię z osobami, które chcesz zobaczyć na mecie, sprawiły, że każdy z nas ukończył bieg z podniesioną głową.
Moment wbiegnięcia na metę – zarówno z drużyną, jak i z moim bratem – był dla mnie kwintesencją całego dnia.
Zmęczenie mieszało się z radością, pot z satysfakcją, a w oczach każdego było widać dumę i ogromną ulgę, że to, co jeszcze kilka miesięcy wcześniej wydawało się nieosiągalne, stało się faktem.
To była ta chwila, w której wszystkie godziny treningów, hektolitry wylanego potu i setki powtórzeń ćwiczeń nabrały sensu.
Obietnica „nikogo nie zostawię” została dotrzymana dwa razy tego samego dnia – i to jest dla mnie największa nagroda oraz dowód, że siła zespołu i wzajemne wsparcie potrafią przenieść człowieka przez każdą przeszkodę, nie tylko na trasie biegu, ale i w życiu.
Runmageddon to nie tylko bieg – to przygoda, test charakteru i niesamowita zabawa.
To moment, w którym sprawdzasz swoją siłę, wytrzymałość, odporność psychiczną i umiejętność radzenia sobie w trudnych warunkach.
Każda przeszkoda to nowe wyzwanie, a każda pokonana – satysfakcja, której nie da się porównać z niczym innym.
Jeżeli marzysz o starcie w takim wydarzeniu, pamiętaj – przygotowanie to klucz.
Nie chodzi tylko o bieganie, ale też o wszechstronny trening: siłowy, kondycyjny i techniczny, który pozwoli Ci bezpiecznie i skutecznie pokonać wszystkie przeszkody.
Równie ważne jest nastawienie psychiczne – wiara w siebie i przekonanie, że nawet w kryzysie dasz radę.
A najlepiej, jeśli przygotowujesz się w dobrym towarzystwie, z kimś, kto wie, jak wygląda Runmageddon od środka, potrafi dobrać trening do Twoich możliwości i będzie wspierał Cię na każdym etapie drogi – zarówno na sali treningowej, jak i na trasie biegu.
📩 Dołącz do moich treningów i przygotuj się na kolejny Runmageddon tak, by ukończyć go z uśmiechem, w dobrym stylu i z poczuciem, że dałeś z siebie wszystko!
podobne ARTYKUŁY:
https://jakubkruczek.pl/runmageddon-wroclaw-dlugoleka-moje-dwa-dni-w-blocie-ogniu-euforii/
https://jakubkruczek.pl/runmageddon-dobczyce-2025-moj-debiut-na-trasie-w-kategorii-elite/
https://jakubkruczek.pl/runmageddon-w-lodzi-z-filipem/
https://jakubkruczek.pl/moj-pierwszy-runmagedon-granice-sa-tylko-w-glowie/
https://jakubkruczek.pl/runmageddon-katowice-wspolny-start-wspolna-walka/

Polityka prywatności | Wdrożenie | Pozycjonowanie wizytówki Google